Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Śladami przeszłości

Krzysztof Ryniec Krzysztof Ryniec



Czy w Kodeksie drezdeńskim mogły być jakieś sugestie dotyczące magnetyzmu?

Odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi – tak. Zrobiono to już wcześniej. W roku 1975 Frank Walters, w tym samym roku bracia McKennowie z dodatkiem pewnej porcji mistycyzmu, Jose Argüelles w 1987 roku i tuż przed Gerylem John M. Jenkins w roku 1995. Koncept potrójnego kalendarza: kultowego (260 dni), słonecznego (365 dni) i tak zwanej długiej rachuby (ponoć od 3114 roku p.n.e.)

Krzysztof Ryniecbył powszechnie znany wśród różnych ludów Ameryki Środkowej. Nie ma żadnego dowodu, że te trzy systemy lub choćby tylko jeden wymyślili klasyczni Majowie. Prawdopodobnie wszystkie powstały zupełnie odrębnie. Chcąc otrzymać ową magiczną datę 21.12.2012 – tak naprawdę przybliżoną – trzeba skompilować trzy systemy. Wyobraźmy więc sobie, że do roku liczonego od narodzin Chrystusa dodajemy rok ucieczki Mahometa, potem odejmujemy liczbę lat od założenia Rzymu znów do narodzin Chrystusa i otrzymujemy datę końca świata. Proste? Tak w przybliżeniu zrobił Patrick Geryl i jego poprzednicy. Dokładny sposób wyliczeń znajdzie czytelnik na niemal każdej stronie internetowej poświęconej tajemnicy roku 2012. Geryl mógł istotnie dowiedzieć się o kalendarzach z Kodeksu drezdeńskiego. Aleksander von Humboldt też je znał.

Co do drugiego pytania, tu odpowiedź jest również twierdząca. Wszystkie opisane w Kodeksie drezdeńskim zagadnienia pozostawały w sferze zainteresowania Humboldta i Gaussa. W roku 1809 ukazała się np. wielka praca tego ostatniego Teoria ciał niebieskich obiegających Słońce po orbitach stożkowych. Jeśli przyjmiemy, że tym żartownisiem był istotnie Aleksander von Humboldt, to na koniec przeprowadźmy krótkie śledztwo, aby dowiedzieć się, jak do tego doszło. Przenieśmy się do roku 1805. Rok wcześniej zmarł w Lyonie teolog i antykwariusz kardynał Stefano Borgia. Wielki pasjonat starożytności już za życia dopuścił do swoich zbiorów różnych badaczy. Po jego śmierci manuskrypty zostały spisane i rozdzielone. Badaniem owego zbioru zajmował się między innymi Aleksander von Humboldt i on to w roku 1805 dokonał największego dotąd odkrycia w badaniach kultur mezoamerykańskich – odnalazł ogromny kodeks aztecki zwany dziś Kodeksem Borgia. Dzieło wykonane jest ze skóry zwierzęcej, ma 76 stron i prawie 11 metrów długości, a napisane jest znakami języka nahuatl. Właściwie wszystkie sensowne informacje kalendarzowe i astronomiczne z Kodeksu drezdeńskiego są w Kodeksie Borgia. Podobnie jest z całą ikonografią i treściami religijno-magicznymi.

Datowany na XV wiek Kodeks Borgia znajduje się w Bibliotece Watykańskiej i każdy naukowiec ma do niego dostęp. Faktycznie istniejący Kodeks Borgia mógł być więc inspiracją i źródłem wiedzy dla Aleksandra von Humboldta. Jaki był jednak powód żartu? Z pewnością nie oczekiwanie sławy lub pieniędzy. Aleksander, tak jak i jego brat, był już dostatecznie sławny i chyba tu jest przyczyna: rodzaj pychy. Bracia von Humboldt i Carl Friedrich Gauss byli w roku 1810 półbogami, a dokładniej w sensie intelektualnym za takich się uważali. Gauss lubował się w różnego rodzaju łamigłówkach i zagadkach. Stąd już tylko krok, aby wykonać leporello (Kodeks drezdeński) na wzór zabawki służącego Don Giovanniego z mozartowskiej opery komicznej po to, aby zagrać potomnym na nosie, mając na myśli słowa innego swojego ulubieńca Figara: Udawać, że się nie wie tego, co się wie, że się wie wszystko, czego się nie wie, że się rozumie to, czego się nie pojmuje… często, jako największy sekret ukrywać, że nie ma żadnego.

Krzysztof Ryniec

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.