Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Śladami przeszłości

Przemysław Mazur Przemysław Mazur

Peregrynacje św. Brendana

Saint brendan_german_manuscriptO tym, że załoganci wyprawy Kolumba nie byli pierwszymi Europejczykami, którym dane było ujrzeć wybrzeża kontynentu amerykańskiego, nikogo raczej dziś przekonywać nie trzeba. Zwłaszcza że za sprawą entuzjasty grenlandzkich sag, Helge’a Ingstada, odnaleziono pozostałości osady wikingów, którzy ze wspomnianej wyspy dotarli do Labradoru. Kolejka potencjalnych eksploratorów Nowego Świata, poprzedzających rejs upartego Genueńczyka, jest jednak znacznie dłuższa, a wśród nich poczesne miejsce zajmują także przodkowie Irlandczyków.

Spoglądając na lokalizację Zielonej Wyspy, wydaje się to co najmniej prawdopodobne, a z pewnością zgodne z dumą narodową zamieszkującej ją nacji. W końcu skoro nie tak przecież odlegli Walijczycy zwykli szczycić się księciem Madokiem, domniemanym odkrywcą Ameryki około roku 1170, dlaczego zatem gorsi mieliby być synowie iryjskiej ziemi? Abstrahując od mitycznych tradycji kultywowanych przez niemal każdą społeczność europejską (od czego, jak doskonale wiemy, nie były wolne również polskie i litewskie warstwy rządzące dawnej Rzeczypospolitej, upatrujące swych protoplastów w koczowniczych Sarmatach bądź też rzymskich wygnańcach pokroju Palemona), istnieją przesłanki wskazujące, że przekazy o transoceanicznych peregrynacjach irlandzkich mnichów doby wczesnego średniowiecza to coś więcej niż jedynie lokalny folklor „ku pokrzepieniu serc”.

Zielona Wyspa chrześcijaństwa

Ogrom długu kulturowego, jaki zawdzięcza Europa iryjskim zgromadzeniom zakonnym, jest nie do przecenienia. Gdy na kontynencie kolejne fale ludów barbarzyńskich przetaczały się przez dogorywające resztki tworu politycznego, który jeszcze do niedawna mienił się dumnym Imperium Romanum i nawet prowincja Brytania miała coraz więcej kłopotów z natarczywymi Kaledończykami/Piktami, schrystianizowana przez uczniów św. Patryka Hybernia (tak zwykli określać Irlandię rzymscy geografowie) zyskała status faktycznej enklawy zachodniego chrześcijaństwa. Zaabsorbowani utrwaleniem narzuconego tubylcom zwierzchnictwa Sasi, Jutowie i Anglowie (paradoksalnie sprowadzeni w zamiarze obrony przed wspominanymi Piktami) – podobnie jak wcześniej Rzymianie – nie wykazywali większego zainteresowania niezbyt odległą „sąsiadką”, a na „wizyty” wikingów trzeba było jeszcze poczekać dobre kilkaset lat. Stąd też misjonarze, którzy (pomijając okazjonalne utarczki z druidami) bez większych problemów wkomponowali się w realia ówczesnej Irlandii, nie tylko z powodzeniem ewangelizowali miejscową ludność, ale również pieczołowicie strzegli intelektualnego dziedzictwa całego chrześcijaństwa.

Jak bardzo istotny był wysiłek kolejnych generacji tamtejszych mnichów, okazało się w chwili, gdy za sprawą otoczenia Karola Wielkiego chrześcijaństwo zachodnie skutecznie podźwignęło się ze swoistego letargu. Tradycja przekazana przez irlandzkich misjonarzy odegrała w tym procesie pierwszorzędną wręcz rolę. Zresztą aktywność ewangelizacyjną przejawiali oni już znacznie wcześniej i to na skalę (przynajmniej w świetle zachowanych legend) nieosiągalną aż do czasów portugalskich oraz hiszpańskich odkryć geograficznych.

„Aż po krańce Ziemi”

Jako truizm wypada potraktować stwierdzenie, że stosowna doza sceptycyzmu jest w przypadku każdej tradycji legendarnej niezbędna. Nie inaczej jest w przypadku przekazów dotyczących zasięgu wypraw misyjnych irlandzkich zakonników, którzy najwidoczniej z pełną powagą potraktowali apel swego Mistrza (por. Dzieje Apostolskie 1, 8) i tym samym wyruszyli dzielić się powierzonym im orędziem „(…) aż po krańce Ziemi”. Szczególnie wymownie jawi się pod tym względem domniemana relacja z dalekomorskiej wyprawy, jaką miał ponoć odbyć uznany z czasem za świętego opat Brendan (lub Bréanainn). Według tradycji ów przewodzący wspólnocie zakonnej z Clonfert (we współczesnym hrabstwie Galway) eremita żył w latach 484–577 i zapewne nie należał do osób, które były zdolne dłuższy czas usiedzieć na jednym miejscu. Legendy dawnych Irów przypisywały mu założenie klasztorów m.in. w Bretanii, na Hebrydach oraz doglądanie już istniejących na Szetlandach i Orkadach. Na tym jednak nie koniec, bo w myśl spisanych po łacinie (około roku 800/870) tradycji (Navigatio Sancti Brendani Abbatis – Żegluga Świętego Brendana opata) wspomniany miał pożeglować w rejony znacznie bardziej odległe. Ślady bytności irlandzkich mnichów zachowały się również na Wyspach Owczych oraz Islandii, na której żeglarz Ingolf Arnarson miał około roku 874 odnaleźć liturgiczne dzwony, pastorały, a nawet księgi charakterystyczne właśnie dla iryjskich eremitów. Najwyraźniej jednak mnisi na tym nie poprzestali, a przynajmniej tak można mniemać z treści wspomnianego tekstu.

Ziemia Obietnic Świętych

Razu pewnego (a miał to być rok 545) erem Clonfert odwiedził spokrewniony z Brendanem mnich Barrind. Nie omieszkał on przy tym uraczyć gospodarza opowieścią o niezwykłej peregrynacji. W myśl słów Barrinda zarówno on, jak i opat zgromadzenia zakonnego na jednej z wysp Morza Iryjskiego, Mernoc (z czasem także uznany za świętego) wyprawili się ku usytuowanej daleko na zachód krainie określanej przez nich jako Ziemia Obietnic Świętych. Przemierzając osnuty mgłą ocean, po pewnym czasie natknęli się na obfitujący w roślinność ląd. Spędzili tam przeszło dwa tygodnie, odkrywając m.in. rozległą rzekę płynącą ze wschodu na zachód oraz tajemniczego osobnika, który zakazał im dalszej eksploracji tej krainy. Dlatego też, nie tracąc czasu, powrócili oni do rodzinnej Irlandii.

Spadkobiercy megalitycznych kultur?

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.