Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Zagadki i hipotezy

Kamil Łukowski

Kryształowa czaszka

an20718_l
Anna Mitchell-Hedges z czaszka
Czaszki_ Mitchell-Hedgesa_ Paryska i Brytyjska
Frederick Albert Mitchell-Hedges
bwd 1/4 
fwd

Pozostaje jeszcze wyjaśnić, skąd czaszka wzięła się w sklepie londyńskiego antykwariusza. To zawiła historia i aby ją poznać, musimy przenieść się do Meksyku, który w 1864 r. pogrążył się w wojnie domowej pomiędzy popieranym przez interweniujące tam wojska francuskie cesarzem Maksymilianem a zwolennikami republiki, reprezentowanej przez prezydenta Benita Juareza. W tle krwawego konfliktu działy się rzeczy nader interesujące. Działały tam ekspedycje naukowe, które z ramienia francuskich władz miały gromadzić prekolumbijskie zabytki i przewozić je do Europy. Na czele jednej z nich stała postać wielce zagadkowa – Eugene Boban – Francuz, który przybył do Meksyku jeszcze jako nastolatek. Nie tyle penetrował starożytne ruiny położone nieraz w niedostępnych dżunglach, ile skupował od lokalnych handlarzy przedmioty uchodzące za dzieła indiańskich rzemieślników i artystów. Boban działał w Meksyku także po zwycięstwie republiki i rozstrzelaniu cesarza – był wtedy prywatnym przedsiębiorcą. Mimo że od wczesnej młodości przebywał na meksykańskiej ziemi, podawał się za wykształconego w Europie archeologa, co czyniło zeń autorytet w oczach ludzi, z którymi robił interesy. Pierwszą wystawę meksykańskich dzieł sztuki zorganizował w galerii Trocadero w Paryżu. Założył w tym mieście także sklepik ze starożytnymi przedmiotami, interes jednak nie rozwijał się zbyt dynamicznie i wkrótce został zlikwidowany. Bardzo istotne dla naszej historii jest to, jakimi przedmiotami handlował Eugene Boban. Wśród eksponatów z gliny, terakoty i jadeitu były to także drobiazgi wykonane z kryształu górskiego – czaszki naturalnych rozmiarów lub nieco mniejsze. Skąd się wzięły w rękach takiej postaci, jak Boban? On sam twierdził, że odnalazł je w starożytnych ruinach. Czaszki te bardzo spodobały się w Paryżu – jedną z nich zakupił znany handlarz dzieł sztuki Alphonse Pinart, który podarował ją następnie Musée du Quai Branly. Kolejną Boban wywiózł do Nowego Jorku i tam sprzedał przez dom aukcyjny Tiffaney’ego. Kupili ją przedstawiciele British Museum. Była jeszcze trzecia – czaszka Mitchell-Hedges, która poprzez nieznanych pośredników trafiła do galerii Barney’a, a następnie dostała się w ręce człowieka, dzięki któremu zyskała swoje miano – Fredericka Mitchella-Hedgesa.

Niestety, przeprowadzone w 2007 r. badania powierzchni czaszek z Paryża, Londynu i Waszyngtonu, a także analizy „czaszki przeznaczenia” nie dały odpowiedzi na to, kto je wykonał. Na pewno nie zrobili tego Majowie ani Aztekowie. Ustalono, że kwarc użyty do ich wytworzenia pochodzi najprawdopodobniej z Brazylii lub Madagaskaru; na pewno nie wydobyto go w Meksyku. Przedmioty te mogły być więc dziełem rzemieślnika z dowolnego miejsca na kuli ziemskiej. Być może Boban rzeczywiście kupił je w Meksyku od miejscowych wytwórców „zabytków”, oferujących swoje wyroby naiwnym uczonym i amatorom archeologii. Nie jest jednak wykluczone, że czaszki powstały w Europie. Specjaliści z instytutu Smithsona wskazują nawet kraj, w którym mógł działać rzemieślnik produkujący te fascynujące przedmioty – czyli Niemcy.          

 

Kamil Łukowski

O tym, że nie miał powodzenia w interesach, Frederick Albert Mitchell-Hedges wolał nie mówić nikomu. O wiele większą przyjemność sprawiało mu opowiadanie o tym, jak wraz z córką Anną wyprawiał się w niedostępne dżungle Ameryki Środkowej, by tam penetrować i badać starożytne miasta Majów.

 

 

Błysk spod gruzów

Artykuły z tej kategorii

  • Polska Jerozolima

    Około 1595 roku Mikołaj Zebrzydowski i jego żona, Dorota z Herbutów ujrzeli z okien zamku, ponad zboczem sąsiedniej góry Żarek niecodzienne zjawisko: jaśniejące nieziemskim blaskiem trzy krzyże. Obserwowali je, aż zniknęły wraz z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. To zdarzenie natchnęło Zebrzydowskiego, aby w miejscu pojawienia się krzyży zbudować kościół.…

    Czytaj więcej...

  • Sekrety kamiennych bab

    Każdy, kto trzy razy pogłaszcze po głowie przysadziste kamienne baby, które przycupnęły nad Motławą, tuż obok gmachu gdańskiego Muzeum Archeologicznego, wypowiadając przy tym w myśli życzenie, może liczyć, że wkrótce się ono spełni. Tak przynajmniej głosi jedna ze współczesnych miejskich legend. Szczególnie często z magicznej pomocy granitowych posągów korzystają studenci trójmiejskich uczelni podczas sesji egzaminacyjnych. Wydeptana wokół rzeźb trawa świadczy, że chętnych nie brakuje.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.