Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Zagadki i hipotezy

Przemysław Mazur Przemysław Mazur

Prorok czy szarlatan?

czlowiek i kosmosGdy w roku 1947 biznesmen z Idaho, Kenneth Arnold mimochodem użył sformułowania „latający spodek”, z pewnością nie zdawał sobie sprawy, że tym samym zapoczątkował fenomenalną wręcz karierę tego terminu. Tym bardziej nawet w najśmielszych przypuszczeniach nie mógł przewidzieć, że pośrednio przyczyni się do zaistnienia nowych religii, dla których obiektem kultu będą domniemani przedstawiciele pozaziemskich cywilizacji. Ruch raeliański wpisuje się w ten, na swój sposób zadziwiający, nurt duchowy.

Grudzień 1973 r. Pasjonat rajdów samochodowych (a zarazem wydawca branżowego periodyku „Auto Pop” traktującego o tej dziedzinie sportu) Claude Vorilhon postanowił spędzić zimowy wieczór, wędrując pośród pasma wulkanicznego w rejonie Clermont-Ferrand (środkowa Francja). Wycieczka okazała się nad wyraz niezwykła, bowiem, jak utrzymuje on do dziś, to właśnie wówczas miał zaobserwować niezidentyfikowany obiekt latający. Nie dość na tym. Pojazd zbliżył się doń, a z wnętrza dysku wyszedł niewielkiego wzrostu (około 120 cm) humanoid o mongoidalnych rysach twarzy.

Niebiański pośrednik

Początkowo osłupiały z przerażenia Vorilhon nie potrafił odnaleźć się w tej bez wątpienia niecodziennej sytuacji. Skośnooki Obcy prędko jednak uspokoił go przyjaznymi gestami i już niebawem doszło do dalszej wymiany uprzejmości. Przybysz najwidoczniej nie zamierzał trwonić czasu i przeszedł do sedna. Oznajmił, że jest przedstawicielem obcej cywilizacji, która za sprawą eksperymentów genetycznych dała początek ludzkości. Księgi biblijne to nic innego jak zapis poczynań „bogów z kosmosu”, kierujących się odwiecznym nakazem szerzenia życia rozumnego. Znamienne przy tym było również imię napotkanego przez Vorilhona kosmity, który przedstawił się jako – bagatela! – Yahweh. Po tysiącleciach monitorowania ziemskiej cywilizacji z ukrycia przybysze zdecydowali, że nadszedł czas, by przygotować ludzkość do ujawnienia istot odpowiedzialnych za ich zaistnienie. Jednak do tego, pomimo swej zaawansowanej inteligencji i technologii, potrzebowali swoistego pośrednika. Miał nim zostać właśnie Claude Vorilhon.

Dlaczego wybór padł akurat na niego? Według słów Yahweh kosmici szukali wolnomyśliciela pozbawionego antyreligijnych skłonności. Jako syn żyda i katoliczki Vorilhon miał spełniać te kryteria i tym samym „załapał” się do roli kosmicznego mesjasza. Pierwsze spotkanie nie trwało długo, ale już następnego dnia doszło do kolejnego. Tym razem ziemski kandydat na pośrednika przyniósł ze sobą zakupioną zaledwie kilka dni wcześniej Biblię (ponoć efekt telepatycznego wpływu kosmity) oraz przybory do notowania, o które poprosił go niezwykły przybysz.

„Książka, która mówi prawdę”

Wedle słów Vorilhona spotkania we wnętrzu wygasłego wulkanu nabrały charakteru swoistej egzegezy tekstu biblijnego. Dały też początek relacji w postaci Przesłania od Przybyszów z Kosmosu traktowanej przez wyznawców ruchu raeliańskiego niczym tekst sakralny. W toku kolejnych tygodni Yahweh cierpliwie tłumaczył właściwy sens świętej księgi chrześcijan. W świetle tego przekazu pozaziemscy przybysze występowali na jej kartach pod nazwą „Elohim” – „ci którzy przybyli z nieba”. Za sprawą geostacjonarnych sztucznych satelitów ustalili skład ziemskiej atmosfery i niebawem przystąpili do sedna swych stwórczych zamierzeń. Miało to mieć miejsce około 22 tysięcy lat temu na powierzchni rozległego kontynentu traktowanego przez kosmicznych badaczy niczym wielkie laboratorium. Jak zapisał Vorilhon we wzmiankowanym Przesłaniu…: „Często się spotykali i organizowali konkursy w celu wyróżnienia grup uczonych, którzy stworzyli najpiękniejsze i najbardziej interesujące zwierzę”.

Zdawało się, że nic nie zakłóci intelektualnej idylli „Elohimów”. A jednak zamiar powołania do życia rozumnych humanoidów („Uczyńmy człowieka na nasz obraz…”) wzbudził silny opór mieszkańców ich rodzimej planety. Gwiezdni naukowcy nie zrezygnowali jednak z raz powziętego zamiaru i na obszarze współczesnej Palestyny osiągnęli pożądany efekt, tworząc człowieka. Prędko jednak społeczność przybyszy podzieliła kwestia wyjawienia pierwszej parze ludzi pełnej wiedzy o ich pochodzeniu i stwórcach. Niewielka grupa naukowców szczególnie sprzyjających młodej ludzkości (w tekście Vorilhona utożsamianych z biblijnym wężem) zamierzała wyjawić jej pełnię swej wiedzy. Przeciwna temu była większość członków ekspedycji oraz władze ich macierzystego świata. Parę pierwszych ludzi zmuszono do opuszczenia rezerwatu (ogrodu Eden), gdzie poddawano ich eksperymentom. Niebawem „niebiańscy” naukowcy odlecieli z Ziemi, pozostawiając jedynie (za karę!) zwolenników pełnej edukacji rasy ludzkiej. Równocześnie pieczę nad Edenem objęli wartownicy (biblijni cherubini) uzbrojeni w atomowe dezintegratory.

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.