Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Zagadki i hipotezy

Robert Buchta

Smoleńsk - śledztwo blogerów: Odeszli w stronę światła

Tablica pamiatkowa w Alei Pamieci w ZabawieKiedy dochodzi do wypadku, do śmierci nagłej, a niespodziewanej, dusze bywają zagubione, nie zdają sobie sprawy z tego, że nie mają już materialnego ciała.

Ostatni pasażerowie wsiedli na pokład samolotu o godzinie 7.08. Drzwi zamknęły się. Odjechały schody. Maszyna zaczęła kołować po pasie. Kilkadziesiąt minut później przy ogłuszającym ryku silników samolot uniósł się w powietrze. – PLF101, skontaktujcie się z radarem na 134.925, do miłego – posłał w eter kontroler. – 134.925 PLF101, dziękujemy, do miłego – pożegnali się z wieżą piloci.

O 7.42 samolot z biało-czerwoną szachownicą osiąga wysokość przelotową 10 000 metrów. Mniej więcej wtedy warunki pogodowe w Smoleńsku pogarszają się na tyle, że potężny Ił-76 nie jest w stanie usiąść na pasie. Strażacy pełniący dyżur na lotnisku w napięciu śledzą każdy manewr kolosa. Ten niepokój ma swoje uzasadnienie. Kilka minut wcześniej ich kolega rozbił bowiem termos z lustrzanego szkła. Na widok tego, co się stało, dowódca, Aleksandr Muramszczikow odruchowo rzucił: – To zły znak! – wyrażając głośno to, o czym pomyślał każdy z mężczyzn. W taką pogodę wszystko może się wydarzyć...

Mgła gęstnieje z minuty na minutę. Zastępca dowódcy bazy lotniczej – płk Nikołaj Krasnokutskij – poważnie zaniepokojony dzwoni do Centrum Operacyjnego: (...) Smoleńsk przykryło. (...) Widzialność już 500 metrów, nawet mniej, (...) trzeba im przekazać [polskiej załodze – przyp. autora], że nas przykryło.

Wiadomość o fatalnych warunkach pogodowych dociera na pokład Tu-154 o godzinie 8.14: PLF 101, dla informacji o 6.11 w Smoleńsku widzialność 400 metrów, mgła. Piloci wiedzą, że wystartowali z Warszawy z sporym opóźnieniem: (...) jak nie usiądziemy, to oni nie będą mieć czasu. (...) Zobaczymy. Podejdziemy i zobaczymy. Kapitan o sytuacji powiadamia szefa protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusza Kazanę: Panie dyrektorze – wyszła mgła. W tej chwili i w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść – zrobimy jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Tak że proszę już myśleć (lub: pomyśleć) nad decyzją, co będziemy robili.

To bardzo ciekawe, ale właśnie od tego momentu sprzętowe generatory liczb losowych pracujące w ramach projektu Global Consciousness Project zaczynają generować w ciągach przypadkowych liczb statystycznie uchwytne odchylenia (źródło http://noosphere.princeton.edu). Dzisiaj już wiemy, że takie zachowanie generatorów bezpośrednio poprzedza wydarzenia, które wywołują prawdziwą eksplozję emocji dużej grupy ludzi, wprawiającą w drgania osnowę naszej rzeczywistości.

Badacze podejrzewają, że tego typu drgania potrafią bardzo dobrze wyczuwać zwierzęta. I to ten mechanizm pozwala im unikać śmierci podczas rozmaitych klęsk żywiołowych. W Smoleńsku również zadziałał: 20 minut przed tragedią jechałam w tej okolicy (...). Była gęsta mgła. W samochodzie oprócz mamy był nasz kot i darł się jak nienormalny. Zachowywał się bardzo niespokojnie. Widocznie przeczuwał tragedię. (...) (źródło: http://www.smolensk-auto.ru/forum).

W tym czasie piloci przygotowują się do wejścia na krąg nadlotniskowy w Smoleńsku. Jak na złość, mgła wypełzająca z jaru gęstnieje, jeszcze bardziej ograniczając widzialność. – Arek, teraz widać dwieście – przekazują koledzy z Jaka-40 stojącego od dłuższego czasu na płycie lotniska. Szanse na lądowanie maleją do zera. Mimo wszystko prawidłowo skonfigurowany do lądowania samolot o 8.39 wchodzi na ścieżkę podejścia: Sto pierwszy, odległość dziesięć, wejście na ścieżkę. Mgła ma charakter pasmowy. Chwilami się przerzedza, by za chwilę znów szczelnie przykryć okolicę. Pilot liczy na łut szczęścia, że może w momencie osiągnięcia wysokości decyzji widzialność się poprawi i ujrzy pas. Zadanie mają dodatkowo ułatwić potężne reflektory, rozstawione przez obsługę lotniska.

Po przejściu nad dalszą radiolatarnią samolot nieznacznie zbacza od osi pasa na południe. Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Polskiego w swoim Raporcie Końcowym napisze potem, że było to rezultatem wprowadzenia do systemów pokładowych współrzędnych punktów nawigacyjnych (radiolatarni, środka drogi startowej) z kart podejścia, na których – o czym piloci nie wiedzieli – współrzędne geograficzne wyrażono w układzie SK-42, a nie w wykorzystywanym na całym świecie w lotnictwie WGS-84. Nikt nie sprawdził wcześniej zgodności kart ze stanem rzeczywistym i nie skontrolował, czy wszystkie urządzenia naziemne działają prawidłowo. A tym bardziej należało to uczynić, że lotnisko Smoleńsk Północny jest lotniskiem wojskowym i jego dane nie figurują w ogólnie dostępnej bazie danych aeronawigacyjnych.

Opisane powyżej nieścisłości przy dobrej pogodzie nie miałyby oczywiście większego znaczenia. Widząc z daleka pas, pilot ruchem wolantu był w stanie skorygować kurs. Natomiast w trudnych warunkach atmosferycznych, zwłaszcza w przypadku lotniska otoczonego bujną roślinnością, jak to jest w Smoleńsku, dosłownie każdy metr decydował o życiu bądź śmierci pasażerów oraz załogi.

Tupolew nie znajduje się ani w osi pasa, ani na ścieżce zniżania. Mimo tego piloci słyszą słowa: na kursie i na ścieżce. Kontrolerzy mają wyraźne kłopoty z mocno wysłużonym, rozklekotanym urządzeniem. – Nie ma wzmocnienia, dla regulacji (...). Chodźcie, ustawimy normalnie – komentują krótko. Na dodatek pewnie dawno nie kalibrowanym: I dodawaj odrobinę... A przecież podejście do lądowania w gęstej mgle wymaga precyzyjnych danych o odległości od progu pasa.

Artykuły z tej kategorii

  • Gdy szukasz celu życia

    Ezoteryk, filozof i nauczyciel duchowy próbuje w niej odpowiedzieć na wiele pytań nurtujących myślącego człowieka.…

    Czytaj więcej...

  • Magia snu

    W ciągu kilkunastu ostatnich lat stosunkowo dużą popularnością, szczególnie wśród młodych ludzi, zaczął się cieszyć jeden z najbardziej niezwykłych stanów świadomości, znany od tysięcy lat w środowiskach magów, mistyków i okultystów.   …

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.