facebook

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Historie prawdziwe

Staruszka

1392368Jechaliśmy na urlop „w ciemno” – nie wybrawszy wcześniej nawet miejscowości. Nie mogliśmy dojść do porozumienia, gdzie właściwie chcemy pobyć. Mąż był za Mikołajkami, a ja marzyłam o czymś bardziej kameralnym – i może tym razem nad morzem, a nie na Mazurach… Kłóciliśmy się o to zawzięcie nawet w drodze, która prowadziła nie wiadomo dokąd, bo stwierdziliśmy, że wsiadamy do samochodu, a decyzję podejmiemy, jadąc. Inaczej pewnie nie ruszylibyśmy z domu. Ledwie wystartowaliśmy, a uświadomiłam sobie, że popełniłam poważny błąd taktyczny – to Wojtek trzymał kierownicę i tym samym zyskał przewagę absolutną. Ja, niestety, nie prowadzę… No i muszę przyznać, że w tym, co się stało później, było sporo mojej winy – przez godzinę gadałam bez przerwy, usiłując go namówić do zmiany kierunku jazdy, on się nie zgadzał, i generalnie chyba go to wszystko trochę rozpraszało. Nagle na zupełnie prostej drodze przed maskę samochodu wyskoczyła z pobocza staruszka. Wojtek dosłownie w ostatniej chwili skręcił gwałtownie i wylądowaliśmy na drzewie. Kiedy wygrzebaliśmy się z volva, stało się jasne, że tym wozem dziś już nie pojedziemy. Maska w harmonijkę, przednie światła – w drobny mak. A naokoło pustka…

– Gdzie ta krowa, co mi tu wyskoczyła?! – wysyczał mój mąż wściekły i wstrząśnięty równocześnie. – Zabiję… No po prostu zatłukę!

Rozejrzałam się. Nikogo nie było. Zniknęła na swoje szczęście, choć nie miałam pojęcia, jakim cudem. Wokół tylko pola, a na poboczu rosło jedynie parę potężnych dębów. Mieliśmy pecha, że wybiegła na jezdnię akurat w tym miejscu – kilka metrów dalej drzewa się kończyły i najwyżej zarylibyśmy w zboże.

– Było nie skręcać – warknęłam, nie bardzo wiedząc, co mówię, bo też byłam mocno wstrząśnięta – skoro i tak chcesz ją zabić. Miałbyś ją już z głowy, a ona nie uszkodziłaby samochodu tak mocno, jak to cholerne drzewo…

Wojtek popukał się tylko w głowę i wyciągnął mapę. Niestety, nie mieliśmy pojęcia, gdzie jesteśmy. Kłócąc się zapamiętale, nie zwracaliśmy uwagi ani na drogowskazy, ani na mijane miejscowości. Zresztą, po co – mój mąż drogę do Mikołajek znał na pamięć… Staliśmy bezradnie z komórkami w garści, nie wiedząc, gdzie dzwonić i jak określić nasze położenie, gdy nagle usłyszeliśmy terkot traktora. Wojtek wyszedł mu naprzeciw i pół godziny później jechaliśmy, podczepieni linką do owego pojazdu, do jakiejś wsi, która podobno znajdowała się 4 kilometry od miejsca wypadku. A traktorzysta zachwalał swój warsztat samochodowy. Zastanawialiśmy się, czy taki wiejski „bida-mechanik” bardziej nie zaszkodzi niż pomoże naszemu autu, jednak uznaliśmy, że nawet jeśli okaże się do niczego, to na pomoc drogową lepiej czekać choćby pod jakimś marnym sklepikiem niż przy szosie.

Tymczasem wioska okazała się prawdziwym zaskoczeniem. Maleńka – kilkanaście domów na krzyż (potem policzyliśmy, że było ich dokładnie 11), ale znajdował się w niej spory sklep, knajpka i… wypożyczalnia rowerów oraz sprzętu wędkarskiego. Jak się potem dowiedzieliśmy, zimą asortyment zmieniano na łyżwy i narty biegówki. No i warsztat – to dopiero był szok! Wojtek po obejrzeniu wnętrza stwierdził, że w Warszawie trudno o lepiej wyposażony. Znalazły się nawet części do volva… A do tego aż w trzech domach – pokoje do wynajęcia! Wprawdzie tylko jeden wolny, za to ze ślicznym widokiem na spory staw i pachnące lipy, z przyzwoitą łazienką, a nawet telewizorem. Do tego na naszą kieszeń. Zdecydowaliśmy, oczywiście, że zostajemy. Przynajmniej dopóki samochód nie będzie naprawiony, a potem się zobaczy. Wojtek – zwierzę towarzyskie i lubiące poznawać ludzi – marudził wprawdzie, że to straszna dziura, mnie się tu jednak podobało, zwłaszcza że w stawku można było pływać, a ja niczego więcej do szczęścia podczas urlopu nie potrzebuję. Mieliśmy książki, w sklepie mnóstwo czasopism (też dziwne w takiej małej miejscowości), do tego tereny spacerowe wśród pól…

Nasza gospodyni nie gotowała dla gości, ale zapewniła nas, że wyżywienie w knajpce jest tanie i dobre. I faktycznie – chłodnik albo rosół, na drugie kaczka z jabłkami, pierogi i rybka prosto ze stawu, na deser lody, ciasto…Wszystko świeże i pyszne! Właścicielka, pani Basia, poprosiła nas jedynie, żeby przejrzeć jadłospis i z góry zdecydować, co będziemy jeść następnego dnia, bo tak jej łatwiej i nic się nie marnuje. Rozumieliśmy to – knajpka w takiej wiosce musiała mieć jakieś ograniczenia. Ku naszemu zdumieniu dorosłych gości w rozmaitym wieku było aż dwanaścioro plus jedno dziecko. Wychodziło na to, jesteśmy w cieszącej się sporym powodzeniem miejscowości letniskowej. Gdy byliśmy przy deserze, podszedł do nas jakiś facet i zapytał, czy gramy w brydża, bo chcą skompletować drugą czwórkę. W tym momencie, widząc błysk radości w oku mojego męża, zrozumiałam, że w tej wiosce spędzimy cały urlop…

Tego wieczoru Wojtek zatem rżnął w karty, a ja trochę poczytałam i dość wcześnie zasnęłam. Nie wiem, o której wrócił, ale następnego dnia obudził się mocno zużyty i w fatalnym humorze. Skrupiło się na szczęście nie na mnie, tylko na owej babie, która spowodowała wypadek. Ja bym odpuściła, uznawszy, że urlop zapowiada się fajnie i nawet biorąc pod uwagę naprawę samochodu, całkiem niedrogo, jednakże mój mąż kochał swoje stare volvo i bolała go każda rysa na jego lakierze. Ochrzcił je Gustaw i czasami rozmawiał z nim czulej niż ze mną… A że kac nigdy nie nastrajał go pokojowo, uznał, że Gustawowi należy się przynajmniej solidne obsobaczenie tamtej wariatki.

W nowym numerze

Artykuły z tej kategorii

  • Krętą uliczką duszy...

    Tamtego wieczoru ogarnęła mnie dziwna senność. Dorzuciłam jeszcze drzewa do pieca, bo zapowiadała się mroźna noc, i zamknęłam się w swojej sypialni na piętrze,   …

    Czytaj więcej...

  • Nocna wizyta

    Nazywaliśmy go Starym Domem. Cała rodzina tak właśnie mówiła, odkąd sięgam pamięcią: Stary Dom. Tak naprawdę był to klasyczny szlachecki dwór.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.