Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"
Alicja Łukawska
Wiara w czary i czarownice była niegdyś powszechna na całym Pomorzu. Tutejsi mieszkańcy, wśród których długo zachowały się ślady pogańskich wierzeń, byli przekonani, że w wielu sprawach mogą im pomóc „mądre baby”, znające tajniki ludowej medycyny. Jednak z czasem zaczęto posądzać niewinne zielarki o czary, rzucanie uroków, zabieranie krowom mleka oraz zadawanie się z mocami nieczystymi.
Psychoza polowań na czarownice rozpoczęła się z nadejściem reformacji, a szczególnie nasilona była w krajach protestanckich. Do jej rozwoju w dużym stopniu przyczyniły się reformacja religijna i wynalazek druku, dzięki któremu w całej Europie rozpowszechniano przeróżne traktaty demonologiczne, a szczególnie słynny „Młot na czarownice”, autorstwa Henry’ego Institorisa i Jacques’a Sprengera. Dużą rolę odegrały też popularne aż do XVIII wieku antyfeministyczne stereotypy. – Kobieta budziła strach. Lekarze słabo znali jej fizjologię, a duchowni widzieli w niej zmienną i wymagającą opieki istotę – pisze Jean-Michel Sallmann w książce „Czarownice. Oblubienice szatana”.
Na Pomorzu procesy o czary wybuchły w połowie XVI wieku. Pierwszą wzmiankę na ten temat zamieścił w „Stralsunder Chronik” Johann Berckmann, który wspomina o skazaniu za czary w 1548 roku niejakiej Elisabeth Bukes. W 1620 roku głośny proces odbył się w Szczecinie. Oskarżono wtedy o czary i spalono na stosie szlachciankę Sydonię von Borck, która w młodości była narzeczoną księcia pomorskiego Ernesta Ludwika z rodu Gryfitów, lecz została przez niego odrzucona. Zemściła się, rzucając klątwę i przepowiadając, że cały ten ród wyginie w ciągu pół wieku. Tak się faktycznie stało. Ostatnią przedstawicielką tej rodziny była księżna Anna Gryfitka, która wyszła za francuskiego księcia Ernesta de Croō, a po jego śmierci osiadła na zamku w Słupsku.
Baszta czarownic
To właśnie za przyczyną księżnej z rodu Gryfitów odbył się w tym mieście pierwszy z licznych tutaj procesów o czary. W 1651 roku wiekowa Anna de Croō stwierdziła, że podano jej zatruty za pomocą czarów napój. O próbę zabójstwa oskarżyła dwie dwórki, które – jej zdaniem – miały jakieś konszachty z diabłem. Podejrzane o czary kobiety wsadzono do więzienia w baszcie nad Słupią, gdzie zostały poddane torturom, a następnie spalone na stosie. Był to początek niechlubnej „kariery” XV-wiecznej budowli obronnej, fragmentu dawnych obwarowań miejskich, która aż do początków XVIII wieku służyła jako ciężkie więzienie, głównie dla kobiet oskarżonych o czary.
Pół wieku później, a dokładnie w 1701 roku, została tam uwięziona rudowłosa Trina Papisten, najbardziej znana ze słupskich „czarownic”. Naprawdę miała na imię Katarzyna. Trina to skrót imienia Kathrin, a określenie papisten lub papistin odnosi się do wyznania katolickiego. Niemieckie źródła podają, że dziewczyna wraz z mężem, kowalem Martinem Nipkowem, przywędrowała na Pomorze aż z Westfalii. Najpierw mieszkali w Postominie, a potem w Słupsku. Po śmierci kowala poślubiła rzeźnika Andreasa Zimmermanna i zaczęła prowadzić jego sklep. Interesy szły jej bardzo dobrze, jednak sąsiadki patrzyły na nią podejrzliwie, gdyż unikała ich towarzystwa. Na dodatek znała sekrety ludowej medycyny, co w czasach polowań na wiedźmy często przynosiło kłopoty.
O tym, dlaczego poroże jelenia jest fenomenem w świecie biologii, oraz niespotykanych…
…w gościnnych progach kawiarni BATIDA, w Warszawie…
Mezoamerykański rytuał gry w piłkę nożną od początku miał krwawy charakter.…
Jest to historia pewnej kamienicy, która stoi w samym sercu pięknego, średniowiecznego miasta, pełnego gotyckich kościołów i tajemniczych zakątków. Zdaje się podobna do innych otaczających rynek, pośrodku którego wznosi się renesansowy ratusz. To jedynie pozory……
Przy szlaku na Błatnią, na zboczach góry Wysokie, w malowniczym zakątku pomiędzy starymi świerkami i jodłami znajduje się uroczysko kultowe z XVII w.…