Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Uzdrowiciele, Terapeuci, Radiesteci

Małgorzata Worsztynowicz

Małgorzata Worsztynowicz
  • Telefon: 509-520-077, 601-320-816

– W człowieku zapisane jest wszystko. Czas od jego narodzenia do chwili obecnej. Inklinacje dziedziczone po przodkach, predyspozycje psychiczne i fizyczne. Tak, jakbyśmy mieli gotową diagnozę podaną na tacy i teraz tylko należy znaleźć antidotum na te niedomagania. Ale nie antidotum na poszczególne niedomogi, na pojedyncze bóle i zachwiane równowagi. Musimy również znaleźć receptę na uleczenie tego pierwotnego zapisu, zlikwidowanie bagażu, który dzięki naszym przodkom przynieśliśmy na świat, aby zacząć żyć na własny rachunek, po swojemu, bacząc też, byśmy sami naszym dzieciom nie przekazali negatywnego dziedzictwa. Dziedziczone informacje są odzwierciedlane przez siłę organów wewnętrznych naszego ciała, ściśle ze sobą połączonych. To one stanowią o naszym zdrowiu i rozwoju. Obserwacja pracy centrów energetycznych i przepływu energii w meridianach, jest w moim odczuciu doskonałą podstawą do odczytania człowieka… – mówi naturoterapeutka Małgorzata Worsztynowicz.
System przez nią opracowany, stanowiący metodykę jej działania i prowadzący do ustabilizowania stanu zdrowia nawet w ciężkich przypadkach, nazwała: „Nauczyć się czytać człowieka”.
– Rozpoznać przyczyny zaburzenia pracy organizmu na poziomie psychofizycznym i duchowym, dodatkowo biorąc pod uwagę jego genetyczne predyspozycje – to mój cel. A potem postawić człowieka pewnie na nogi – to efekt mojego działania…
Diagram służący do analizy poszczególnych przypadków (rys. poniżej) to siedem kół wpisanych w pionie jedno po drugim, odzwierciedlających poszczególne centra energetyczne – czakramy.
Koła na diagramie są idealnie okrągłe. Wyobrażają człowieka bez wad, bez genetycznych uwarunkowań, psychicznie i fizycznie całkowicie zdrowego. Pokażcie mi takiego! Dlatego, gdy tylko terapeutka wyjmuje wahadło i rysuje centra energetyczne, z regularnych kół często robią się jajowate twory podobne do wydłużonych elips, wychylających się raz na lewo, raz na prawo.
To nie tylko wahadło pracuje, to także dar Worsztynowicz, która widzi więcej.

Nie przewiduje przyszłości, ale wyraźnie widzi to, co dla innych jest zakryte. Wszystko układa jej się w jedną całość: jasnowidzenie, diagnoza energetyczna, potem zaś przeciwdziałanie: rozmowa, ćwiczenia oddechowe, czasem dieta czy zioło. To tworzy pewną całość i tak tylko można na to patrzeć. Nie ma jednej przyczyny, że coś nas kłuje w boku – to cały ciąg minionych wydarzeń, z których nie zdajemy sobie sprawy, że zaistniały. Więc Pani Małgorzata uzdrawia nie ten ból, nie skutek czy też sygnał z organizmu, że coś jest nie tak. Uzdrawia całego człowieka. Co jest tak proste, jak reakcja dziecka, którą zatraciliśmy dojrzewając i starając się wszystkim przypodobać i robić głównie to, czego od nas oczekują, a nie to, czego sami chcemy.
Kiedy moja czteroletnia córka przewróciła się i nieco potłukła, usiłowałem szczegółowo wybadać, czy nie zrobiła sobie krzywdy, w związku z czym zapytałem ją: – Gdzie boli cię najbardziej? Odpowiedziała wówczas płacząc: – W całego człowieka. Dziecko stawia bezbłędną diagnozę, która dla części absolwentów medycyny jest całkowicie niedostępna.
Nazbierała Pani Małgorzata przez życie wiele wiadomości z drzewa Dobrego i Złego. W którymś momencie przyszła sugestia z „Góry”, że może tam zaczęłaby działać. Odpowiedziała, że jeszcze nie pora i sama przewalczyła chorobę nowotworową. Swoimi metodami, swoim systemem. Wyszła z tego bezpowrotnie, utwierdzając się w przekonaniu, że jeśli się chce i potrafi, można czasami dokonać rzeczy, które wydają się niemożliwe. Trzeba tylko posłuchać tych, którzy wiedzą, co należy zrobić i jak, a potem absolutnie tego chcieć i z żelazną konsekwencją przeprowadzić do końca. Czerpała z tych złych i dobrych doświadczeń garściami, kończyła kursy, wyciągała z własnych genów to, co pozostawiła tam ekipa przodków.
– Nauczyłam się „czytać człowieka” z ciągłej obserwacji ludzi, umiejętnego wyciągania wniosków, dlaczego raz jest tak, a raz inaczej. Co powoduje, że na ten sam problem każdy w inny sposób reaguje. Łatwiej mi to przychodzi, ponieważ widzę wnętrze człowieka i jego pole auryczne i pewne informacje układają się same. Muszę je tylko uporządkować i wyciągnąć z tego obrazu konkretne wnioski.

Po zrobieniu diagramu organizmu badanej osoby widzę, skąd bierze się zaburzenie równowagi i jak należy z tym problemem pracować. Zdumiewająca jest zależność poszczególnych organów od siebie, zaś relacje między nimi potrafią zaskoczyć nawet lekarza – jeśli jest oczywiście otwarty na współpracę z kimś takim jak ja. A wbrew obiegowym opiniom takich jest wielu. Uznaję to za omen nowych czasów i uważam, że to bardzo cenna dla obu stron współpraca…
Czy ktoś skojarzyłby sobie na przykład, że bóle bioder mogą być związane z dolegliwościami pęcherzyka żółciowego? Albo że gdy protestuje wątroba, to w niedługim czasie mogą pojawić się kłopoty z układem płciowym lub sercem? Albo że kiedy ma się kłopoty jelitowe, wkrótce zaczną się problemy z płucami? Jesteśmy jednym organizmem, który działa w pewnym układzie częstotliwości energetycznej i zaburzenie tej energii na jednym poziomie zaburza całość. Jeśli chcemy te częstotliwości doprowadzić do właściwych wartości – musimy podziałać innymi. Takim antidotum mogą być bioterapia, akupunktura, zioła, leki homeopatyczne czy inne preparaty, których działanie jest oparte o dobrze znaną fizykom zasadę interferencji fal.
Wiedzę z zakresu Prawa Pięciu Elementów Małgorzata Worsztynowicz zastosowała praktycznie, tworząc preparaty o działaniu silnie energizującym, np. na kręgosłup, nogi, odmładzające do twarzy. Taka bioterapia z esencji roślin zamknięta w małej butelce.
Rośliny – ich moc i działanie – były dobrze znane w jej rodzinie i stanowiły podstawę leczenia. Dopiero przy bardzo poważnych chorobach wkraczał lekarz. Za sprawą dziadka, który wiedzę medyczną zdobył we frontowym szpitalu armii Andersa, Pani Małgorzata obcowała na co dzień z tzw. medycyną klasyczną. Być może właśnie dlatego umie doskonale funkcjonować zarówno w jej obszarze, jak i w obszarze energetycznym.

Pani Małgorzata swoje hobby, a z czasem pasję, rozwijała na podstawie lektur, wielu kursów i szkoleń, które wybierała sama albo wyraźnie ją do nich „ciągnęło”. Wiele sposobów terapii otrzymała w postaci tzw. przekazów duchowych.
Kiedy była mała, zasypiając, wędrowała gdzieś w chmurach, spotykała różne postacie, czasem oglądała rzeczy lub miejsca, które dopiero potem pojawiały się w rzeczywistości. Myślała, że wszyscy tak mają. Czasem, gdy ktoś wchodził do pokoju, miała wrażenie, jakby nagle spadała – otwierała oczy i ze zdziwieniem widziała się na łóżku w tym samym miejscu. Dziś wie, że już jako dziecko wchodziła w inny stan świadomości i wędrowała poza ciałem. Robert Monroe nazwał ten stan out of body experience – świadomość poza ciałem, OBE.

Potem była szkoła życia.
Po liceum studium budowlane zamiast medycyny, firma ekologiczna, doświadczenia z żywnością niezaśmieconą, prawdziwą, „do jedzenia”. Własne gospodarstwo, pola ziół, z których poznała dokładnie każde. Dzisiaj zaleca je jako dodatkowe wspomaganie w przywracaniu równowagi energetycznej organizmu. Mało kto wie, jaka w tych małych, niepozornych roślinach kryje się potęga.
„Bawiła się” wahadłem: bursztynkiem oprawionym w srebro, a biegając z dziadkiem po lesie, nauczyła się rozróżniać, że każde drzewo „świeci” inaczej. Brzoza – jasno, dąb – ciemno.
Zebrała ogromną wiedzę. Głowę ma chyba większą od innych, bo wszystko się w niej układało i kondensowało, jak w komputerze. W każdej chwili potrafi przywołać potrzebne informacje, na jeden ruch ręki, na każde zmrużenie oczu.
Poznała czakroterapię, Prawo Pięciu Elementów w medycynie chińskiej, kuchnię Pięciu Przemian i klasyczną dietetykę, zielarstwo, homeopatię, radiestezję i bioenergoterapię. Swoje zdolności sprawdziła za pomocą testów i badań w Kieleckim Studium Radiestezji i Bioenergoterapii. Po zdaniu egzaminów otrzymała uprawnienia do wykonywania zawodu.
Wiedza, którą posiada, stanowi Jedność układającą się przed nią jak puzzle, z których potrafi wyczarować obraz człowieka – zarówno jego talenty, jak i słabości fizyczne oraz psychiczne.
Wahadło wychyla się. Koła rozlewają w elipsy. Sporo brakuje do doskonałości. To ja. Hmm... A miałem o sobie całkiem dobre mniemanie. – Nikt nie jest doskonały, ale starać się trzeba. Trochę diety dobrze ci zrobi. I weź parę kropel Joalisa – podpowiada.
Będzie trzeba.

Jędrzej Fijałkowski

Uzdrowiciele, Terapeuci...

W najnowszym numerze

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.