facebook

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Maj 2013

Alicja Łukawska Alicja Łukawska

Czipowanie ludzi

Bioczipy dla ludzi, które chce wprowadzić Amerykańska Komisja ds. Leków i Żywności, tak jak każdy wynalazek, mają swoje plusy i minusy. Jedni wychwalają je pod niebiosa, inni się ich boją i uważają, że „metkowanie” ludzi to diabelski „znak Bestii” zapowiadany w Apokalipsie świętego Jana i zwiastun totalitarnej kontroli społeczeństwa przez władze.

Maleńkie elektroniczne czipy wielkości dwóch ziarenek ryżu mają być wkrótce implantowane mieszkańcom Stanów Zjednoczonych w celu zapewnienia im dostępu do opieki zdrowotnej. Tak chce Amerykańska Komisja ds. Leków i Żywności, która już dogadała się z firmą VeriChip od lat produkującą tego typu urządzenia dla zwierząt domowych.
Do tej pory czipowano przede wszystkim zwierzęta, głównie psy i koty, by zapobiec ich zgubieniu się lub kradzieży. Teraz ma to dotyczyć również ludzi. Stany Zjednoczone chcą w pierwszej kolejności zaaplikować je cukrzykom, chorym na Alzheimera i demencję starczą, by można było im pomóc, gdy stracą przytomność albo kiedy się zgubią. Czipy mają umożliwić lekarzom sprawdzenie stanu zdrowia pacjenta, nawet gdy jest nieprzytomny i nie może odpowiadać na pytania. Do tej pory wszczepiono już kilka tysięcy takich urządzeń.
Czipy są umieszczane pod skórą na zewnętrznej stronie ręki. Działają na podobnej zasadzie jak kod kreskowy na opakowaniach różnych produktów. Zawierają kilkunastocyfrowy numer, który będzie umożliwiał lekarzom i placówkom medycznym dotarcie do informacji na temat zdrowia pacjenta zawartych w systemach komputerowych. Będzie je można także wyposażyć w nadajnik radiowy umożliwiający identyfikację miejsca pobytu pacjenta.

Nadchodzi era cyborgów
Jedni cieszą się z tego osiągnięcia techniki i uważają, że jest to zapowiedź nowej ery w medycynie, kiedy to na Ziemi zapanują ludzie-cyborgi z zainstalowanymi częściami elektronicznymi. Według optymistów, czipy mają służyć bezpieczeństwu chorych i wygodzie lekarzy. Mogą też być wykorzystane jako narzędzie niektórych badań medycznych (np. zastąpić traumatyczną dla pacjenta kolonoskopię, czyli badanie jelita grubego).
Poza tym, mają być używane na tej samej zasadzie co zbliżeniowe karty kredytowe. Za ich pomocą będzie można robić także zakupy czy wypożyczać książki z biblioteki. Docelowo planuje się je wszczepić kilkudziesięciu milionom ludzi. Planowany jest objazd niektórych stanów „czipobusem”. Największym zwolennikiem tych urządzeń jest Kevin Warwick, profesor cybernetyki z Uniwersytetu Reading w Anglii, pierwszy człowiek, któremu zainstalowano specjalny mikroprocesor. Dzięki temu jest rozpoznawalny przez sieć komputerową w laboratorium.
Przeciwnicy czipów twierdzą jednak, że ich wprowadzenie to początek „metkowania” ludzi, które może prowadzić do naruszania prywatności przez władze, a nawet do śledzenia różnych osób. Poza tym są jeszcze kwestie zdrowotne. Czip to obce ciało umieszczone pod skórą, może podobno wywoływać alergie, a nawet nowotwory. Tak uważa dr Keith Johnson, emerytowany patolog-toksykolog, który powołuje się na wykonane w latach 90. badania na zaczipowanych psach. Część z nich zachorowała później na raka. Chorowały także myszy i szczury laboratoryjne, na których dokonywano pierwszych doświadczeń.
Kolejne niebezpieczeństwo związane jest z tym, że kapsułka może przemieścić się i wędrować po całym ciele. W związku z tym trudno będzie ją usunąć. Czip może też zakłócać pracę defibrylatora czy rezonansu magnetycznego, co uniemożliwi leczenie oraz badanie pacjenta. Inne zarzuty stawiane czipom to fakt, iż ich obecność spowoduje zbytnie odhumanizowanie ludzi i zrównanie ich ze zwierzętami domowymi, naruszenie fizycznej integralności i godności ludzkiej.
Są też tacy, którzy uważają, że czip na ręce człowieka to zapowiadany w Apokalipsie świętego Jana znak Bestii. Oto cytat, z którego wynika, że współczesne czipy przypominają go w sposób niepokojący: „(Bestia) sprawiła, że wszystkim, wielkim i małym, bogatym i ubogim, wolnym i niewolnikom, nałożono znak na prawą rękę albo na czoło. Nikomu nie było wolno kupować lub sprzedawać, jeśliby nie miał znaku: imienia bestii lub liczby jej imienia. Tu potrzeba mądrości. Kto posiada rozum, niech wyliczy liczbę bestii; jest to liczba jakiegoś człowieka. A liczbą tą jest sześćset sześćdziesiąt sześć”.

Przypadek Andrei Fernandez
Za znak apokaliptycznej Bestii uznaje współczesne czipy szesnastoletnia Andrea Fernandez, pochodząca z bardzo pobożnej rodziny uczennica drugiej klasy John Jay High School w San Antonio w Teksasie. Jesienią 2012 r. dziewczyna odmówiła noszenia na szyi legitymacji szkolnej wyposażonej w czip z nadajnikiem radiowym. Tłumaczyła, że nie może jej nosić z powodów religijnych. Szkoła, do której uczęszcza, bierze udział w pilotażowym „Projekcie lokalizacji uczniów”, który zorganizowały władze okręgu szkolnego z siedzibą w San Antonio. Jego księgowy, Brian Woods, tłumaczy, że chodzi o kwestie finansowe, bo dzięki czipowi wiadomo, czy uczeń faktycznie przebywał w szkole, czy był na wagarach. Z obecnością ucznia w szkole związana jest wysokość dotacji, jaką szkoła otrzymuje z budżetu.
Dzięki legitymacjom z czipem można też ustalić położenie uczniów na terenie kampusu szkolnego, co ma zapobiegać ewentualnym tragediom czy wypadkom. Osoba bez takiej legitymacji nie może korzystać ze stołówki i biblioteki szkolnej oraz głosować w wyborach do szkolnego samorządu. Do projektu należy 112 szkół z całego Teksasu.

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.